Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

10 Stron « < 6 7 8 9 10 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny

> Nabór na MG, Zapraszamy do zapisywania się!

Taika
8. Uczeń Gymleadera
post Feb 16 2010, 06:59 PM
Post #141

Teraz jako Shinigami (dziękować GreenDay)
Grupa: MG
Postów: 980
Płeć: Kobieta



Nick: Taika
Doświadczenie: Byłam na tym forum już MG ;3
Dlaczego właśnie Ty?: MG byłam nie najgorszym. Kilku osobom podoba się mój styl pisania.
Twoje wady i zalety: (Nikt nie jest idealny :P)
Zalety:
* Jak się uprę to prawie nic nie jest mnie w stanie zatrzymać (hm, to chyba taka pół-zaleta)
* Mam pomysły na gry (przykładem może być rozgrywka z Frytkiem)
* Czasami wręcz odpoczywam po szkole właśnie odpisując graczom (tak było ostatnim razem)

Wady:
* Moja wena często się kończy, jednak wraca z podwojoną siłą
* Czasem popełniam błędy interpunkcyjne

Kontakt (GG/Jabber, etc): gg - 9099821
Ilość prowadzonych gier: Na początku max.4, wiem czym się kończy natłok gier
Twoja znajomość Pokemonów: Dość dobra. Gdyby były luki to można skorzystać z jakiś stron pomocniczych, nie? ;P
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:
Misu wolnym krokiem włóczyła się po mieście. Mimo, że właśnie otrzymała pieniądze za występ w musicalu, nie była szczęśliwa. Żałowała teraz każdego przekleństwa podczas prób. Wystarczyły dwa tygodnie, żeby zatęskniła za całą ekipą. Spojrzała w niebo, a w oku zabłysła łza. Jej Vulpix pisnął cicho na widok roztrzęsionej trenerki.
Zadrżała. Miała przed sobą te wszystkie zalane płaczem twarze, próbujące wydusić z siebie słowa, które pasowałyby do melodii. Publiczność też nie była obojętna – żałowała, że nigdy już nie zobaczy całej ekipy na deskach teatru.

Zacisnęłam dłoń na pieniądzach. Co z tego, że je ma? Co z tego, że ma gdzie mieszkać? Swoją drugą rodzinę zostawiła i nic nie wskazywało na to, że kiedyś znów się spotkają.
Niespodziewanie usłyszała znajomy głos. Wyprostowała się z przekonaniem, że przesłyszała się. Lisica wyraźnie zadowolona pomerdała wszystkimi ogonami. Ten chłopięcy, a zarazem poważny ton nie mógł należeć do nikogo innego, jak do Aiby.
- Misu! – blondynka poczuła mocne szarpnięcie. – Wiedziałem, że cię tu znajdę!
Dziewczyna od razu poznał chłopaka. Tak, jak przypuszczała – był nim Aiba, jedna z osób, które brały udział w musicalu. Miał brązowe włosy, które sięgały aż do podbródka. Z daleka może wyglądał jak dziewczyna, jednak nie miał zamiaru ich ścinać. Był chudy, ale kondycje i ducha walki miał większego niż jeden mięśniak. To właśnie on pomagał Misu, gdy ta traciła zapał na próbach. Obok niego dreptał obojętny Mankey. Małpa machnęła łapą na przywitanie, a Vulpix podbiegła do niej. Znali się od kilku lat, od pierwszych prób do musicalu, tak samo jak ich właściciele.
- Aiba Kazuki – szepnęła, jakby nie do końca wierząc własnym oczom. – Nie sądziłam, że jeszcze się spotkamy. Nawet nie wiesz jak się cieszę – podniosła kąciki ust w nieśmiałym uśmiechu.
- Kobieto, słuchaj tej nowiny – próbował złapać oddech, co udało mi się dopiero po dłuższej chwili.
Wyprostował się i odgarnął pojedyncze kosmyki włosów, jak to miał w zwyczaju. Nabrał powietrza, a następnie coś wymamrotał do ucha koleżanki.
- Nie wierzę! Nie rozumiem, dlaczego dyrektor postanowił wystawić drugą część! Tak nas zapewniał, że to ostatni raz.
- Jeśli dobrze pójdzie to za trzy miesiące zaczynamy próby, tym razem w Hoenn – Kazuki aż trząsł się z radości.
Chłopak nagle zaczął skakać z jednej nogi na drugą, żeby po chwili wykonać kilka niezbyt skomplikowanych ruchów tanecznych. Dziewczyna od razu dołączyła do niego, jednak zamiast tańca zaczęła klaskać i nucić jakąś dynamiczną muzykę. Oboje doskonale znali tę scenę – była ona pierwszą z ostatniego musicalu. Ile to musieli się wszyscy namęczyć, żeby ją zapamiętać. Ale jaka to radość wreszcie zatańczyć równo i zgodnie z rytmem!
Pokemony wpatrywały się w nich z ukrywaną radością. Cała czwórka chciała jak najszybciej wrócić do teatru oraz ekipy, nie zależnie w której części świata.
Szatyn w pewnym momencie za bardzo wygiął się do tyłu, przez co z impetem uderzył o chodnik. Blondynka szybko do niego podbiegła ze strachem na twarzy.
- Aiba, nic ci nie jest?!
Chłopak podniósł głowę, jednak uśmiech zniknął z jego ust. Masował sobie obolałe biodro. Po chwili wstał i oparł się o jedno z drzew. Zapadła cisza. Nagle wszyscy wybuchnęli śmiechem. Tak rozpoczęła się przygoda Misu. A trzeba powiedzieć, że wiązała ze sobą wiele niebezpieczeństw oraz emocji…

Wasza gra: http://pokemonpl.net/gra-taiki-t32000.0.html


--------------------
user posted imageTaguchi ;3 Mój kolorek, jako MG
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
BrockObama
2. Fan Pokemonów
post Feb 16 2010, 08:39 PM
Post #142

Przejdź na czerwoną stronę mocy...
Grupa: Użytkownicy
Postów: 179
Jabber ID: GG: 7396549
Płeć: Mężczyzna



Nick: Pan Prezydent Brock Obama
Doświadczenie: Byłem tutaj na forum, więc znam się na rzeczy. Co prawda, nie prezentowałem wtedy wysokiego poziomu, ale teraz nabrałem większej wiedzy.
Dlaczego właśnie Ty?: Jestem osobą otwartą na nowych. Daję szansę ,,nieoszlifowanym diamentom", a do tego mam dużo wolnych miejsc. Mógłbym prowadzic gry w wielu innych realiach (chociażby karcianka Duel Masters)
Twoje wady i zalety: (Nikt nie jest idealny :P)
+ Dużo wolnego czasu
+ Daję szansę gorszym
+ Dobra znajomośc interpunkcji oraz ortografii
+ Dużo wolnych miejsc, czasu oraz pomysłów
- Kłopoty z samooceną
Kontakt (GG/Jabber, etc): 7-3-9-6-5-4-9! (GG of korz)
Ilość prowadzonych gier: 7 Trenerskich, 3 Pokowe i 5 Pozapokemonowych
Twoja znajomość Pokemonów: Cztery podstawowe regiony znam maksymalnie, ale tymi regionami ,,Rangerskimi" się nie skaziłem.
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

Piękny dzień w największym kurorcie Sinnoh, okrytym sławą dzięki swej Latarni Vista Sunyshore City. Słońce grzało tak bardzo, że możliwe było usmażenie jajka na masce samochodu, więc nie możne się było zdziwić, że większość miasta wyszło na licznie otaczające je plaże. Tylko nieliczni siedzieli teraz w domu. Głównie przez brak wolnego czasu…

Ale to nie jest żadna prognoza pogody. To opowieść pewnego trenera, który tego dnia przesiadywał w swoim wielkim pałacu…
Vincent Volt. To o niego mi chodzi. Wciąż wzgardzany chwałą swego brata – lidera tutejszej Sali – szkolił swoje trenerskie umiejętności. Zawsze bał się go, ale teraz już wiedział. Wiedział, że jest równie silny, o ile nie silniejszy od swego braciszka. Ale, on nie chciał wałczyć z nim o odznakę – nagrodę tutejszego Gymu zdobył jeszcze za kadencji poprzedniego lidera. On chciał wałczyć o pozycję, o chwałę, blask i sławę, która towarzyszy każdemu liderowi… Ale wróćmy do samego Vincenta – otóż, ta myśl – czy dam sobie radę czy nie – gnębiła go od początku całego miesiąca, a dzisiaj, poczuł dziwną pewność siebie. Więc, nie czekając długo – wyszedł na długi dziedziniec otoczony zewsząd fasadami domu, a następnie wyjął z kieszeni pokeball. Mamrocząc coś do siebie pod nosem, wypuścił z niej swego pokemona. Wskoczył na niego, i wzniósł się w górę.
-Widzisz, Toggey. Dzisiaj, mam swoją szansę. Dziś jest ten dzień! Dzisiaj zepchnę swego brata, będę popularny! Tylko, czeka nas jedna, na pewno ciężka walka. - chociaż kierował te słowa to pokemona, to czuł jakby sam siebie podpierał na duchu. Gdy skończył swą mowę, wzniósł się w górę, a następnie zniknął pod osłoną gęstych obłoków…

-Dzień-doberek! Radio Sunnyshore Station wita was z najpiękniejszego miejsca w naszym przepięknym miasteczku, z urodziwej Electro Beach! Tutaj, impreza będzie trwała całą noc, aż do bladego świtu!- już od rana, między innymi takimi słowami, wszelkie darmowe radyjka trąbiły szukając sensacji w ten gorący letni dzień. I chyba znaleźli.
-Ale co to!? Otóż, z chmur wyłania się sylwetka człowieka na pokemonie! Czyżby to… Tak! To on! Vincent Volt! Wielki trener, brat Volknera Volta! Ale, po co on tutaj!? – no właśnie, znaleźli. A ta sylwetka, to rzeczywiście był Vincent Volt. Ale wszyscy wiedzieli, że on nigdzie się nie wybiera bez powodu. Najwidoczniej, jego zgrabny nos wyniuchał Volknera, tylko po to, aby stawić mu czoła! A więc, szybko zleciał na wielką scenę, gdzie jego brat znów popisywał się przed tanimi laseczkami, które przyciągał tylko rozmiar jego portfela.
-No, kogo my tu mamy? – lekko nie spodziewając się nagłego gościa tutejszy lider od razu zaczął od kpiny.
-Ty doskonale wiesz, kogo. I czemu. Nie będę owijał w Mareepa. Jestem tutaj po to, aby ciebie tutaj nie było. Wyzywam Ciebie na pojedynek o stanowisko lidera! – odparł z wielką nonszalancją brat poprzedniego rozmówcy. I, gdy Volkner przygotowywał się do odpowiedzi, wredny komentator niemile zabrał głos:
-Wowowow! Ten dzień jeszcze nie raz mnie zaskoczy! Właśnie Vince… – i nie dokończył, bo Volkner zrewanżował się, i sam przerwał:
-Cisza. Ja muszę porozmawiac z bratem w spokoju. – powiedział to z taką dumą i z takim głosem, że zabrzmiało to jakby król mówił do podwładnych. A następnie skierował się w drugą stronę –Dobrze, bracie. Wiem, masz już 8 odznak więc masz wielkie prawo do tego. Zrobimy to tu i teraz. Wiesz, – uciszył trochę swój ton –lud domaga się zabawy.- zaśmiał się, lekko drwiąc z rzymskich zwyczajów. Następnie, dwaj bracia wyszli na pustą przestrzeń.
-Bracie. To będzie walka tylko jednym pokemonem. Wybierzmy najlepsze, żeby widok był najlepszy. – na krótko ustalili zasady walki, a później, niczym dwaj aktorzy typowego Westernu, sięgnęli do kieszeni i wyrzucili po jednym pokemonie. Na chwilę oślepił ludzi czerwony blask towarzyszący wejściu pokemona, ale gdy doszli do siebie, ujrzeli na arenie dwa pokemony – Garchomp Vincenta, oraz Electrivire Volknera.
-Szybko! Zaatakuj go Elektryczną Pięścią!
-Unik, Garchomp! Następnie zaatakuj go Ognistym Płomieniem! – gdy obaj trenerzy rozdali swoje komendy, pokemony przystosowały się do nich. Electrivire rzucił się na smoka, ale gdy ten nie trafił, szybko dostał w twarz ogniem. Nie było to zbyt przyjemne, ani korzystne dla Volknera, lecz bardzo bolesne. Electrivire padł na ziemię, a małe iskry nadal zdobiły końcówki kabli tegoż pokemona.
-Szybko! Wykorzystaj tą sytuację! Użyj Trzęsienia Ziemi i stwórz mały rowek! – taktyki Vincenta były bardzo przemyślane, a Garchomp zrobił wszystko bardzo dobrze. Stworzył duży, choć wąski kilkumetrowy rów, i zgodnie z założeniami, Electrivire wpadł do środka.
-Pięknie! A teraz, dobij go potężnym Draco Meteorem! – Vincent był tak bardzo podniecony, że przy wypowiadania tejże wskazówki, jego serce biło 120 razy na minutę. A jego pokemon, nie mniej ucieszony z tego obrotu spraw, zrobił co tylko mógł – gdy sam zaczął odprawiać dziwne tańce, Electrivire właśnie wygrzebał się z ziemi. Ale, nie pomogło mu to. To wielkie meteory spadające z nieba trafiły go, gdy ten właśnie dosięgał skrzydeł Garchompa… Widok był masakryczny. Setki powyrywanych kabli, na których płonęły płomienie. Nikt nie spodziewał się, jaka siła kryje się pod tą niewinną twarzą dziecka… Miasto zapamięta ten dzień jako koniec wielkiego Volknera, a początek ery jego brata. Wszyscy, którzy widzieli ten wyczyn, nie zapomną tego strachu i szacunku, który poczuli widząc łatwość, z jaką jego smok rozprawił się z wielkim Electrivirem…

Wasza gra: Ojej, nie chce mi się ich szukac, ale już daję:

GRA U KAKAA`
GRA U KUBAXA

No, to tylko takie ,,wyróżnione", ale jeszcze gram u Messiego, Razzy'ego, a u Dechariusa grę mam miec niedługo.

Ten post byl edytowany przez BrockObama Feb 16 2010, 08:40 PM
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post Feb 16 2010, 09:24 PM
Post #143

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Zamykamy kramik, było miło.
Cóż my tutaj mamy...
Boginię znikającej weny oraz herosa BrockaObamę z rodu Ukradli-Mi-Ć-I-Przez-To-Nie-Działa.
Niech no spojrzę na historie... Hmm, jak dla mnie lepsza się wydaje opowieść Taiki. Jakoś brzmi bardziej... że tak powiem, naturalnie. Yoroii, Twoja nie jest aż taka zła, ale te dialogi coś mi nie pasują. Sory, może następnym razem przejdziesz.

Taika, jedna rzecz. Napisałaś o błędach interpunkcyjnych, ale ja zauważyłem jeszcze jeden, który od czasu do czasu popełniasz. Zwłaszcza kiedy opisujesz żeńskie postacie masz tendencje do ni stąd, ni zowąd do pisania jak o sobie xd Przykładowo w tej historii:

QUOTE
Zacisnęłam dłoń na pieniądzach. Co z tego, że je ma?


Weź się z tym pilnuj.
A, i jak mi znowu mi odlecisz z weną hen daleko, będę bardzo, ale to bardzo niezadowolony...


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post Mar 13 2010, 04:11 PM
Post #144

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Wiecie o co chodzi, więc kto chce niech próbuje swych sił.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Szajni
6. Początkujący Trener
post Mar 13 2010, 05:32 PM
Post #145

OMG?!
Grupa: MG
Postów: 721
Płeć: Mężczyzna



Nick: Szajni.
Doświadczenie: No, mam duże. Byłem juz MG na różnych forach darmowcach, na Cipogu i jestem stałem GejmMasterem na GG-owych sesjach.
Dlaczego właśnie Ty?: Myślę, że każdy ma szansę rozwinąć swoje skrzydła i pokazać, co potrafi. Może i nie sprawiam dobre wrażenie ze swoją ilością prób, ale nie rozpoznaje się książki po okładce, nawet jak jest stara.
Twoje wady i zalety: (Nikt nie jest idealny :P)
Wady:
- Jestem pyskaty.
- Niecierpliwość to moje drugie imię.
- Zazwyczaj nie mam zaufania do nowych userów, bo ci są zazwyczaj ciut dziwni(nie dotyczy to gbaneshe, który jest nawet w porzo). Wolę prowadzić gry tym, do których mam zaufanie.
Zalety:
+ Wiem sporo na temat PBFu, gdyż lubię MGowanie i jakiś duży czas temu dłuugie chwile przesiadywałem w Archiwum PBF, czytając stare gry.
+ Wyobrażnię, pochwalę się, mam większą niż żaden z wszystkich MG, oprócz Nayii (ona niewątpliwie jest lepsza ode mnie, ale nie długo, nie długo...).
Nie wiem, czy to uznać za zaletę, czy wadę więc na równi.
=(+/-) Mogę sprawić, żeby w 1 dzień grze przybyło 20 stroń, bo mi się podoba, a potem usunąć, bo jest gracz coś psioknął.
Kontakt (GG/Jabber, etc): GG 4EVER: 11738919
Ilość prowadzonych gier: Nie znam słowa: limit. Może ktoś mi wyjaśni? sad.gif
Twoja znajomość Pokemonów: Cóż, nie jestem takim fanem, żeby znać każdą naturę, każde albity, ale regiony i kieszonkowych potworów znam na tyle dobrze, że mogę określić się mianem średniego znawcy. Ale od czego są wszelkiej masy encyklopedie o pokemonach?
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:
- Proszę wstać, sędzia wchodzi. - basowy głos policjanta, pilnującego porządku w sali rozpraw rozchodził się zwielokrotniony przez echo. Chwilę później do tego dźwięku dołączył się stukot obcasów pani sędzi na posadce. W drzwiach ukazała się kobieta, ubrana w tradycyjny czarny sędziowski strój, z medalem sądu najwyższego, przestawiającego wagę, na której po prawej stronie leżał pokeball, a po lewej młot sędziowski. Miało to oznaczać potęgę władz nad pokemonami, ale popularnie uwaza się to za symbol tego, że pokemony są naszymi panami, naszym sądem.

Sama pani sędzia była kobietą w średnim wieku, gdzieś koło 40-stki. O dziwo, w okolicy ust widać było lekki zarost. Oczy miała półprzymknięte, jakby te rozprawy ją nudziły. Nawet jej postawa wskazywała na to, że chce jak najszybciej uderzyć młotem, oskarżyć ofiarę i wrócić do swojej rodziny. Charles Ecco tez tego chciał. Tez chciał, żeby wydano na nim jak najszybciej wyrok, najlepiej dożywotni i pójść do celi, gdzie przynajmniej miał co jeść, a inni więźniowie będą nawet dla niego mili. Oczywiście, dopóki nie wypracuje sobie odpowiedniego szacunku.
- Charlesie Pablo Deserto Ecco, lat 37, zamieszkały w Jotho, Olivine City. Pracuje pan u liderki Jasmine jako podpora treningowa. Oskarżony o zabójstwo tejże liderki pod celem przejęcia jej gymu jako następca. - przeczytała werdykt.

Charles tylko skinął głową. Nawet nie mrugnął okiem. Od dziecka juz taki był. Wykorzystywał słabe serca ludzi do zjednania ich ku sobie, a potem okradał ich z tego, co najcenniejsze. W tym przypadku, chciał ukraść jej Ampharosa, oraz prawo lidera. Szlag by trafił jej Steelixa, który rozwali całe fundamenty, na których stała sala i wpadł. Ale to nic. I tak zamierzał tym czynem zakończyć swoją karierę przestępcy i zacząć normalne życie jaki lider stalowego gymu. W międzyczasie do sali wprowadzano różnych niby-świadków, ale tylko jeden był wiarygodny. A był nim najlepszy przyjaciel Jaśminy, kapitan statku "Albatros Wingull", Ferdynard Junglesood. On rzeczywiście był w pobliżu, jak doszło do wypadku. Oto jego relacja.

- Ferdynarze Junglesood, czy przysięga pan mówić tylko prawdę, całą prawdę i prawdę na tę Biblię? - zarecytował przewodniczący, a Junglesood powtórzył. - Proszę, niech pan przestawi swoją relację wydarzeń, które doprowadziły Jasminę Stelong do śmierci. - rzekł uroczyście sędzia, a Ferdynard zaczął z wahaniem.
- Em, to było tak... Jak zwykle, rano, gdzieś tak pomiędzy 6 a 7 godziną przychodziłem na pokład swojego statku. Tak się składa, że trasa przechodziła obok sali Jasminy, a ja lubiłem z nią pogadać i skosztować jej herbatników, które były twarde jak stal, się wie. - zachichotał z własnego dowcipu, po czym ciągnął. - Tak więc, na czym skończyłem? A, na ciastkach. No, więc skręciłem w stronę alejki i w odległości mniej więcej 6 metrów usłyszałem hałasy, świadczące o walce. Pomyślałem wtedy, że warto ujrzeć, jak Jaśminie walczy z trenerem, bo to był widok jakich mało. No i wraz z tym, jak się zbliżałem, odgłosy nasilały się coraz bardziej. Uchyliłem nieco drzwi, a moi oczom ukazał się widok. Jasminie stała na podwyższeniu, które było prawie w całości rozwalone, a przed nią stał mężczyzna, tyłem do mnie. Jednak mignęła mi jego twarz i zauważyłem, że to był Pablo. Pomyślałem, że może oni walczą tak dla sparringu, więc odeszłem, nie interweniując. To był mój błąd. Po 15 minutach, jak już byłem w porcie, ziemia zatrzęsła się, a do moich uszu dobiegł odległy grzmot. Natychmiast podbiegłem w stronę dźwięku, a widok, jaki mi się ukazał, znacie. Tam, gdzie miał stać gym, w ziemi ziała dziura. Na dnie malowały się szczątki dawnej imponującej budowli, jaką była sala. - dokończył smutno. Charles zauważył w jego oczach lży. Widocznie był bliskim przyjacielem Jasminy.

Dalsza część rozprawy ciągnęła się podobnie. przychodzili świadkowie, adwokaci zadawali pytania i kłócili się między sobą, aż w końcu nadeszła chwila, w której miał zapaść wyrok.
- Cisza! Proszę, o spokój - młotek zastukał w blat, po czym sędzia Horcany, bowiem tak się nazywała ta pani, rzuciła w stronę ławy przysięgłych - ława przysięgłych już zadecydowała, jaki wyrok ma spaść na Charles Pablo Deserto Ecco. - skinęła w jej stronę, a z pierwszego rzędu powstał staruszek z białą brodą i łysiną. Był to pan Fuji, wiekowy mędrzec.
- Dziękuję, wasza sędziwość. Ława przysięgłych oznajmiła, że Charles Pablo Deserto Ecco, oskarżony o zamordowanie Jasminy Stelong, liderki stalowej sali, jest winny! - rozległy się brawa, tu i tam były gwizdy. Po raz kolejny rozległo sie stukanie.
- Proszę o spokój. A więc, Charlesie Pablo Deserto Ecco, w związku z wolą ławy, karzę cię na dożywocie, bez warunkowego zwolnienia. - dokończyła i wstała z głównego miejsca, po czym poszedła w stronę wyjścia. Lud klaskał, ale nikt nie zauważył, że Charles mrugnął okiem w stronę Ferdynarda. W końcu, nikt nie musiał wiedzieć, że Charles miał już dosyć i że wolał pobyć w więzieniu parę latek, zanim ucieknie. W tym celu zapłacił kapitanowi za skłamanie. Był bardzo zadowolony. Pokazał, ze stoi nad prawem i może decydować o wyniku wyroków.
Wasza gra:
Mam 2 gry u Kubaxa, 1 u kakao', 1 u Bulbinka, ale coś nie mam na nią ochotę. Oprócz tego mogę się pochwalić zawieszoną grę u Prince (xD), oraz starą grę, u której okazało się, że MG ma problemy z tym, jak mi odpisać, bo moje odpisy były chyba za wysokie (nie powiem, jaki to jest MG, bo on wie, ja wiem, a wy nie musicie).


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post Mar 13 2010, 07:59 PM
Post #146

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Szajni
Błędy są, zwłaszcza przy tych nieszczęśnych dialogach (zbędne kropki), raz czy dwa zmieniłeś sędzinie płeć (określając ją w rodzaju męskim), ale jestem chory i nie chce mi się więcej szukać.
Większość Twoich podań była odrzucana głównie dlatego, że była nudna, a jak już nawet okazywała się ciekawa, zawierała za dużo błędów. Które to już podejście? Piąte? Szóste? No to brawo, nareszcie hista mnie zaciekawiła.
Co tam jeszcze... A, tak - pouczenie. KONIECZNIE popraw te wpadki z kropkami w dialogach. One są tam zbędne, rzadko kiedy się je daje, więc lepiej z nich zrezygnuj, póki co. I nie ufaj do końca Wordowi, zwłaszcza staremu, bo ma on tendencje do złego poprawiania błędów.
PRZYJĘTY

Inni jeszcze mają swoją szansę.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
BrockObama
2. Fan Pokemonów
post Mar 14 2010, 09:23 AM
Post #147

Przejdź na czerwoną stronę mocy...
Grupa: Użytkownicy
Postów: 179
Jabber ID: GG: 7396549
Płeć: Mężczyzna



Nick: Oł bosz, to chyba widać, niet?
Doświadczenie: Całkiem spore. Byłem kiedyś tutaj MG, wiem co i jak. Teraz szkolę swoje umiejętności jako Gracz, ale fachu nie zapomniałem tongue.gif
Dlaczego właśnie Ty?: No, nie wiem od czego zacząć... Być może to, że mam skromność do przyjmowania przeciętniaków. Dostrzegam nieoszlifowane brylanty, daję szansę tym, którzy od innych jej nie otrzymali. Mam dobre relacje z graczem, a gry to istna przyjemność. Nie wymagam zbyt wiele.
Twoje wady i zalety: (Nikt nie jest idealny :P)
+ ) Mam sporą wyobraźnię
+ ) Nieograniczone zasoby weny
+ ) Mniejsze wymagania
+ ) Można u mnie grać w innego rodzaju PBFy, na przykład Spellforce.
+ ) Spora ilość prowadzonych gier, ale to już potem.
- ) Czasami popełniam błędy, ale to głównie w długich tekstach. W krótkich, notorycznych odpisach nie robię takich byków.
- ) Krótkie odpisy
Kontakt (GG/Jabber, etc): Nie używam teraz gadulca, zepsuł się i nie mam zamiaru go naprawić.
Ilość prowadzonych gier: Początkowo to z 7-8, aczkolwiek później nawet 10.
Twoja znajomość Pokemonów: Nie obchodzą mnie te wszystkie Rangery i Rescue Teamy, jedyne regiony które rozumiem i znam to Kanto, Johto, Hoenn oraz Sinnoh.
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:
Stefan rzucił torebkę po chipsach do wody w doku trzynastym portu północnego. Stan środowiska nigdy nie był jakąś ważną dla niego rzeczą, a ponadto był leniwy; nie chciało mu się przejść do śmietnika po drugiej stronie doku. Już miał wstać i przejść się pod market. Chciało mu się pić, a zaprzyjaźniony konsument alkoholi spod sklepu często kupował mu pożądany napój, którego przed osiemnastką nikt by mu nie sprzedał. Nagle usłyszał gwizdek. Odwrócił się, ale już wiedział kogo zobaczy. Nikt nie czepiał się o to, że śmieci. Tylko ona. Jedyna policjantka na wyspie, która znała każdy jego występek. Stefan miał podejrzenia, że go śledzi.
-Stefanie Malinowski! Podnieś ten papierek i wyrzuć go, jak przystało na porządnego obywatela!
-Dzień doberek, pani władzo. - *ale to syfnie zabrzmiało* pomyślał, uchylając czapki. Lubił się w ten sposób przedrzeźniać z policjantami. Niestety muszę pani zakomunikować, że ten obiekt, nazwany papierkiem, rzekomo mój, do mnie nie należy.
-Nie pierdol. Raz, widziałam jak go rzucałeś. Dwa, mogę użyć Growlitha, żeby sprawdził Cię po zapachu. Trzy, nawet jeśli, to i tak w Twoim obywatelskim obowiązku leży dbanie o środowisko.
-No to dlaczego pani oficer tego nie zrobi?
-Bo Ty masz bliżej.
-Możemy się zamienić, co uczynię z chęcią. Strasznie tu śmierdzi śledziem.
-Skończ się wydurniać i wyrzuć ten papierek.
*Suka* pomyślał Stefan, schylając się po śmieć. Podniósł go i pogniótł w dłoni, wyobrażając sobie, że to głowa policjantki. *Kiedyś, kurwa jej mać, złapię Blastoisa i przestanie mnie straszyć tym jej pieskiem. Wypcham mu łeb i powieszę sobie na ścianie.* Podszedł do śmietnika i wrzucił weń papierek.
-Zadowolona, pani oficer?
-Dziękuję za współpracę, obywatelu. A teraz ona się z nim drażniła. Jego to nie ruszało.

Uśmiechnęła się krzywo i odeszła. Gdy była jakieś pięć metrów dalej, Stefan nie wytrzymał i kopnął w śmietnik, wywalając go i całą jego zawartość. Niestety, policjantka miała słuch nietoperza, nos psa, oczy muchy i całe szczęście tylko ruchy żółwia. Zaczął uciekać zanim jeszcze zagwizdała.



***



Biegł i nie zatrzymywał się, póki jego oczom nie ukazało się ogrodzenie z siatki wysokiej na dwa i pół metra. Ucieszył się. Wiedział, co to za miejsce. Właściwie, jeśli chodzi o dokładne określenie, nie mógł odpowiedzieć. Wiedział tylko, że jest to jakaś prywatna posesja, bo policjantka tu nigdy nie wchodziła i pościg za nim kończyła przed ogrodzeniem. Zręcznie wdrapał się na siatkę, a później rytmicznymi ruchami znalazł się po drugiej stronie. Tylko, co teraz? Gdyby wrócił tam skąd uciekał, pewnie padłby ofiarą jej krwiożerczego psa, a tego by nie chciał. I wtedy, spojrzał za siebie. Ujrzał wielki, piękny pałac, z pozłacanymi gzymsami i filarami. Początkowo zaczął się zachwycać ogromem dzieła, ale później zrozumiał, że jest to jedyne wyjście. Zapalił sobie jednego jointa, a następnie wszedł do środka.



***



Początkowo był pewien, że trafi do jakiegoś nadzianego biznesmena i uda mu się zwędzić trochę kasy, ale gdy był już w środku, przekonał się, że wcale tak nie będzie. Zamiast pięknego wnętrza, ujrzał zasyfiałe i pokryte pajęczyną tynki, zapewne od wielu lat niezagospodarowane pomieszczenia. Liczne korytarze, kręte alejki i setki drzwi. Tylko gdzieniegdzie były jakieś obrazy, na których przedstawione były przeróżne pokemony. *O w dupę jeża, ile bym miał mamony, gdybym wszystko to zwędził i sprzedał…* pomyślał, jednocześnie zdejmując ze ściany malowidło Arceusa. Już zaczął fantazjować, ile to by było browarków…
-Wowwow! – i z zamyślenia wyrwał go głos tego krwiożerczego psa… Jego szczekanie rozpoznał by nawet w milionowym stadzie takiego samego gatunku pokemonów… *Kurwa, to ta rąbnięta stróż prawa! Muszę stąd zwiewać…* - wyrzucił gdzieś obraz, a następnie pobiegł. Wśród pozbawionych ciemności okien, nie wiedział gdzie się schować… Każde drzwi mogły być bramą do piekła.
-Stój, obywatelu Malinowski! – nagle przed nim wyłoniła się sylwetka wiecznej zrzędy, czyt. Policjantki. *Kurde, nie mam gdzie się ukryć!* - zdenerwował się, ale szybko zauważył nowe wyjście – drzwi. Co prawda, nie wiedział gdzie prowadzą, ale na nich był klucz i można by było się zatrzymać na chwilę. Nie myślał ani chwili dłużej, i przestraszonym krokiem wbiegł do środka. Zręcznym zagraniem wyjął klucz i od razu go wsadził po drugiej stronie. *Uff… Teraz jestem już z dala od nich…* - pomyślał, łapiąc dech. Odwrócił się na chwilę od wejścia I po prawicy swej ujrzał włącznik światła. Więc sięgnął ku niemu i serdecznym palcem wcisnął go, jak przycisk na klawiaturze. I wtedy, stała się światłość. Zrozumiał, że pomieszczenie jest bardzo duże, i pełne różnych rzeczy…
- Kurde, jak kiedyś tutaj wrócę, to zwinę wszystko i opylę na Allegro. – powiedział, jednocześnie patrząc na wszystkie rzeczy. Od wielkich urządzeń, przez małe zestawy z fiołkami chemicznymi, kończąc na wszelakich matematycznych zapiskach. Ale najbardziej – nie wiadomo czemu – zainteresowały go substancje chemiczne. Co prawda, nie rozumiał o co chodzi, ale pomimo brał co chwila inny pojemnik, a jego zawartość wrzucał do innego. W taki sposób, udało mu się zrobić sztuczne fajerwerki na wysokość 20 cm, ale druga próba była już tragiczna. Gdy zmieszał niebieski płyn z zielono-żółtym, otrzymał ogromne, białe płomienie, które szybko osiedliły się na drewnianych zdobieniach i całe pomieszczenie zapełniło się dymem. A regularny palacz, Stefan, już po chwili zaczął dławic się spalenizną, a później padł na ziemię i zemdlał. Cały pałac spłonął, a nieszczęsny alkoholik już nigdy nie odnalazł wyjścia z domu. Jego zwłoki odnaleziono dopiero cztery miesiące później…

Dzisiaj, spalony pałac to główna atrakcja wyspy Cinnibar. Od kiedy osiedliły się tam wszelakie pokemony, wielu trenerów przyjeżdża na wyspę właśnie ze względu na to. Kompan Stefana, Jarosław, już nigdy, ale to przenigdy nie sięgnął po alkohol, cały czas opłakiwał go w kościele. Opowieść o nieszczęsnym pijaku dosięgnęła nawet oddalonych wysp Sevii. Właśnie to wydarzenie zapoczątkowało inne – JP na 100%.
Wasza gra: Oł maj gudnes, nie chce mi się kopiować z tamtego zgłoszenia, ale to na tej samej stronie, więc nie ma trudu zajrzeć.

smile.gif

(W opowiadaniu użyłem przekleństw by lepiej podkreślic sens opowiadania)

Ten post byl edytowany przez BrockObama Mar 14 2010, 09:40 AM
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Cody
0. Zwykły Człowiek
post Mar 14 2010, 10:43 AM
Post #148

Kosmiczny Wojownik
Grupa: Banned
Postów: 90
Płeć: Mężczyzna



Nick: Cody
Doświadczenie: Byłem MG na kilku mniejszych forach.
Dlaczego właśnie Ty?: Mam dużo wolnego czasu. Jestem tolerancyjny i chcę być Mistrzem Gry (na tym forum) od dawna.
Twoje wady i zalety: (Nikt nie jest idealny :P)
Plusy :
+ Dużo wolnego czasu
+Ciekawe pomysły na gry
+Możliwość gier w świecie mojego FF
+Można będzie też grać w regionie Arvia (patrz. Arvia-Dex)
Minusy:
- Siadł mi laptop i aktualnie pracuję na umierającym siedmioletnim kompie. Z racji tego, że i on może paść mogę czasem znikać (na szkolny komputerze napiszę, że mnie nie będzie przez jakiś czas)
- Nie mam jeszcze gry u żadnego MG
- Czasem zrobię jakiegoś ortografa, czy coś w tym stylu.
- Wyjdzie w praniu XD
Kontakt (GG/Jabber, etc): Numer GG podam Administratorowi na PV
Ilość prowadzonych gier: Trenerskie: 4, Kosmiczni Wojownicy: 2, o super-bohaterach: 4, pokemonowe: 1
Twoja znajomość Pokemonów: Bardzo duża. Interesuję się nimi prawie całe życie. A jakby coś było nie tak mogę sprawdzić w necie.
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

Kolejny ostry kolej podrapał skórę Meggie. Jeszcze tylko trochę. Myślała ona idąc dalej przed siebie. Meggie była Poochyeną. Zgubiła się, gdy oddaliła się od stada. Przemierzała teraz ciemny las kalecząc się o kolce. Meggie nie chciała nawet myśleć jaka roślina może być tak kłująca. Nagle w ciszę przerwało hukanie. Meggie przeraziła się, lecz gdy ujrzała sprawcę odgłosu – Hoothootcha – była spokojna. To co zobaczyła teraz ją przeraziła. Ukryła się pośpiesznie za krzakami i spojrzała na powód strachu. Był to Schyther, Scizor, Gengar i Beedrill.
- Oficjalne zabranie Gangu Pokemon otwarte – oznajmił Scizor.
Meggie poczuła jeszcze większy strach. Gang Pokemon! To byli najgorsi bandyci w historii! Już miała uciekać, lecz gdy się odwróciła ujrzała Scythera.
- Mamy szpiega – oznajmił.
- Z przyjemnością go nastraszę – powiedział Gengar.
- A ja użądlę – uśmiechnął się Beedrill.
- Jestem dziewczyną! – krzyknęła Meggie- Zgubiłam się!
- Ale słyszałaś nas? – spytał Scizor.
- Tak, ale…
- Milcz!- krzyknął z potwornym uśmiechem Gengar.
- Co z nią zrobimy? – spytał Scyther.
- Dołączy do nas. W nagrodę otrzymasz dużo jagód – uśmiechnął się Scizor.
- NIE! NIGDY!
- To cię pokroję? Wybieraj!
- Dobra! Dołączam do was! Nie oprę się jagodą – powiedziała Meggie.
W nocy, gdy wszyscy spali mała Poochyena postanowiła się wymknąć. W końcu dotarła do swego stada. Za nim zdążyła ich obudzić złapał ją Gengar.
- I co teraz, mała? – spytał.
Meggie była bezradna. Mimo wszystko zaczęła się szarpać i gryźć ile mogła. Właśnie wtedy zabłysła i ewoluowała. Kilka ciosów chrupania i Gengar padł. Szybko też rozprawiła się ona z resztą bandy. Mimo to nikt nie uwierzył Meggie, z wyjątkiem tego, że ewoluowała…
Wasza gra:
Niestety brak.


--------------------
user posted image

O Togetic ^^

QUOTE
Jestem Bond. James Bond

Jestem Gej. Siergej.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post Mar 14 2010, 09:06 PM
Post #149

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Cody
Nominacja w LOL Zonie mówi wszystko - niestety na razie nie prezentujesz zadowalającego nas poziomu.
Odpadasz.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post Mar 15 2010, 04:03 PM
Post #150

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Pan Prezydent
A więc drogi Brocku Obamo przeczytałem podanie i mam kilka uwag. Mam też kilka spraw, z którymi MUSISZ się zapoznać i to koniecznie, bo inaczej będę bardzo niezadowolony, a tego nie chcesz. Napiszę o nich pogrubioną czcionką, bo chciałbym, żebyś się z tym zapoznał i to wyeliminował, JASNE?
A propos tego:
QUOTE
- Czasami popełniam błędy, ale to głównie w długich tekstach. W krótkich, notorycznych odpisach nie robię takich byków.

Do tych wpadek językowych zaliczę to, co znalazłem, czyli pisanie słów bez zrobienia akapitów. Przykładowo:
QUOTE
-Dzień doberek, pani władzo. - *ale to syfnie zabrzmiało* pomyślał, uchylając czapki. Lubił się w ten sposób przedrzeźniać z policjantami. Niestety muszę pani zakomunikować, że ten obiekt, nazwany papierkiem, rzekomo mój, do mnie nie należy.

To przedstawiłeś tak, jakby to "ale to syfnie zabrzmiało" i "pomyślał, uchylając czapki" Stefan powiedział na głos :> Powinno to wyglądać tak:
QUOTE
-Dzień doberek, pani władzo.
*Ale to syfnie zabrzmiało* pomyślał, uchylając czapki. Lubił się w ten sposób przedrzeźniać z policjantami.
- Niestety muszę pani zakomunikować - kontynuował - że ten obiekt, nazwany papierkiem, rzekomo mój, do mnie nie należy.

I od razu ładniej xd
Dalej:
QUOTE
-Dziękuję za współpracę, obywatelu. A teraz ona się z nim drażniła. Jego to nie ruszało.

To samo, co wcześniej - pani policjant powiedziała na głos: "A teraz ona się z nim drażniła?"
Myśli postaci zaczynamy od nowej linijki. Zapamiętaj.
Po drugie: po co dałeś takie dziwaczne odstępy? Wciąż ciągnąłeś ten sam wątek ucieczki, a odstępy są takie, jakbyś za każdym razem przedstawił zupełnie inny fragment fabuły. To było zbędne, Yoroii. Ale powiedzmy, że faktycznie wynikało to z tego, iż musiałeś napisać takie podanko, a w grach takich rzeczy już nie będzie.
Po trzecie... Przy dialogach robimy ODSTĘP od myślnika. Zapamiętaj to sobie, jasne?
To chyba tyle. Masz w sumie szczęście, że Messi nagle mi spie... zwiał, dlatego:
Jesteś przyjęty.

Zapisy zamknięte.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post Apr 6 2010, 07:58 PM
Post #151

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Wiecie, o co chodzi, więc jak chcecie to się zgłaszajcie.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Rikimaru#
2. Fan Pokemonów
post Apr 6 2010, 10:29 PM
Post #152

Ostatni Mehikanin ;)
Grupa: MG
Postów: 171
Płeć: Mężczyzna



Nick: Rikimaru#
Doświadczenie: Jakiś czas już tutaj pełniłem funkcję mg, więc jakieś jest.
Dlaczego właśnie Ty?: W zasadzie to nie mam odpowiedzi na to pytanie. Idealnym mg nie byłem, ale patrz punkt niżej. :P (Hmm... Nie jestem pewien, ale chyba pasuje tutaj "do trzech razy sztuka")
Twoje wady i zalety: (Nikt nie jest idealny :P)
Zalety:
- wyobraźnia;
- uprzejmość (: P);
- skromność (bo już nie wiem co więcej mógłbym tutaj wpisać);
Wady (tu powinno być łatwiej):
- niezbyt odpowiedzialny;
- leniwy;
- nadużywam życia;
- postać gracza zwykle traktuję jako osobnika niższego rzędu w każdej dziedzinie, co owocuje tym, że najczęściej maltretuję go podczas gry; nie pozwalam mu na zbyt wiele sukcesów;
Kontakt (GG/Jabber, etc): 1858993
Ilość prowadzonych gier: Bez limitu. Jeśli podanie mnie zainteresuje i odnajdę się w historii, to na pewno przyjmę.
Twoja znajomość Pokemonów: No śmiało mogę rzec, że wiem o nich sporo. Aczkolwiek często dowiaduję się o nich czegoś nowego. Ale to chyba dobrze, ze nie zatrzymałem się w miejscu.
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

Aż trudno uwierzyć, że to miejsce jeszcze kilka lat temu tętniło życiem. Zawsze przychodziła tutaj masa dzieci, ponieważ pan Collins miał obok swojego domu mały placyk zabaw. Chociaż nie był on spełnieniem marzeń tych maluchów, to jednak w zupełności zaspokojał ich potrzeby. Bardzo często pojawiałem się tutaj i przypatrywałem im. Z wielką radością wsłuchiwałem się w ich śmiechy, rozmowy. Pokochałem nawet to przenikliwe skrzypienie, które wydawała stara huśtawka. Czułem się tutaj jakbym drugi raz przeżywał swoje dzieciństwo. Wszystkie wspomnienia, sny, czy też plany, wszystko to znikało gdzieś w zakamarkach mojego umysłu. Każdego dnia startowałem z czystą kartą. To było moje miejsce, mój azyl.

A dzisiaj? Nie ma już nawet śladu po moich małych rówieśnikach. Niemal wszyscy odeszli bez słowa. Pozostała tylko Sammy, najmłodsza dziewczynka. Nie sposób było jej nie zauważyć ze względu na jej włosy. Miała prześliczne, rude loki, które sięgały jej do ramion. Zawsze radosna i pełna życia. Tylko ona mi została w tym przeklętym burdelu... W przeciwieństwie do mnie, nie postarzała się ani odrobinę. Chociaż jest już kobietą, to nadal ma swoje dziecięce spojrzenie i rysy twarzy. Nawet jej ubiór niewiele się zmienił. Wciąż nosi jaskrawe koszulki i jasne dżinsy. Tylko ona rozumie jak bardzo tęsknię za tym beztroskim i prostym życiem. Tylko ona potrafi mnie pocieszyć. Tylko ona...

Siadam z nią na tej samej ławce, na której siadałem lata temu. Farba już dawno zeszła z drewnianych desek, a w paru miejscach pojawiły się pękniecią. Z przykrością stwerdziłem, że ona również odchodzi w zapomnienie. Muszę przyznać, iż śmiało mógłbym ją nazwać matką... To ona całymi dniami trzymała mnie na kolanach, podczas gdy ja przenosiłem się w odmęty moich niespełnionych marzeń. Na szczęście mam jeszcze Sammy, która bez trudu sprowadza mnie z powrotem na ziemię i obdarowuje ciepłym uśmiechem. Zawsze ciekawiło mnie o czym myśli w takich sytuacjach, lecz nigdy nie spytałem.

Chmury niemal całkowicie pokryły niebo. Mrok zaczął powoli spowijać plac zabaw, a my wpatrywaliśmy się w starą huśtawkę. Wiązało się nią tak wiele przeróżnych wspomnień. Pamiętam jak Carl - najstarszy chłopak - zawsze się popisywał. To tutaj złamał sobie prawą rękę, podczas zawodów w skakaniu. Wiele za ten skok zapłacił, ale wszyscy go podziwiali. To tutaj Martha pierwszy raz zetknęła swoje delikatne, koralowe usta z męskimi wargami Niguela. Odbyła się tutaj pierwsza poważna bójka między Johnatanem i Ricky'm. Tak, to były czasy...

Nawet nie zauważyłem, kiedy spadły pierwsze krople deszczu. Szum, który wywołały jeszcze bardziej pogrążył mnie w otchłani czasu. Tym razem nawet Sammy nie była w stanie wyrwać mnie z transu. Dzień za dniem, godzina po godzinie... Wszystkie te obrazy przepływały mi teraz przed oczyma. Wzloty i upadki, nudne pochmurne dni, czy też zapach rosy o poranku... Wszystko to było takie prawdziwe, realne... W końcu stało się coś, co zarwało mi ziemię pod stopami. Z lękiem skierowałem ponownie wzrok na huśtawkę i w ciszy obserwowałem. Nawet Sammy zamilkła.

Do deszczu przyłączył się wiatr. We dwoje tańczyli na moim kochanym placyku. Pociągłe, delikatne i smukłe kroki wprawiły huśtawkę w ruch, a ona niczym skrzypek zaczeła grać ich ulubioną piosenkę. To melodia, którą kochałem, a jednocześnie mnie przerażała.

- Cóż... Na mnie już chyba pora - rzekła Sammy, po czym wstała. - Trzymaj się.

Odeszła, a ja jak zwykle nic nie odpowiedziałem. Wiedziałem, że to koniec. Za każdym razem opuszczała mnie, gdy tylko rozlegała się smutna i pełna żalu pieśń.

- Panie Carter! - rozległ się doniosły i złowrogi głos pielęgniarki. - Czas na pańskie leki! Proszę się obudzić! - wrzasnęła, po czym mnie spoliczkowała.

Ledwo otworzyłem oczy i już musiałem przełknąć garść pigułek, które niemal na siłę wepchnęła mi do gardła. Kobieta skierowała się do wyjścia, po czym zamknęła za sobą pokryte rdzą metalowe drzwi. Wydawały one identyczny dźwięk jak moja kochana huśtawka. Krzyki i skowyt innych pacjentów niosły się po całym szpitalu. Zabawne... Brzmią jak radosne śmiechy moich dawnych przyjaciół... Tak, dokładnie... Zmrużyłem powieki, po czym wróciłem do swojego azylu, usiadłem na kolanach matki i cierpliwie czekałem, aż huśtawka ponownie zagra mi swoja smutną pieśń.

__________________________________

Niklas
Mam nadzieję, że Cię zaskoczyłem taką historią. Większość powtórzeń była zamierzona, w sumie to chyba nawet widać. Jedynie fragment o tym jak sobie typ złamał rękę itd, tam pojawia się bodajże 3x "tutaj". To fail z mojej strony, ale uznałem, że wygląda dobrze. xP Może historia jest odrobinę chaotyczna, ale próbowałem pokazać jak to wygląda w oczach pana Cartera. Meh mellow.gif


Wasza gra: Są aż dwie:
Gra u Czarnej
Gra u Taiki


Ten post byl edytowany przez Rikimaru# Apr 7 2010, 03:09 AM


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Inanna
0. Zwykły Człowiek
post Apr 7 2010, 01:37 PM
Post #153

---
Grupa: MG
Postów: 38
Płeć: Kobieta



Nick: Inanna
Doświadczenie: Na tym forum nie zdążyłam jeszcze zabłysnąć. Wcześniej wprawiłam się jednak w prowadzeniu sesji RPG, główną różnicą jest brak mechaniki, ale sądzę, że storytelling nie sprawi mi problemów (i tak nie były to sesje w ścisłym sensie).
Dlaczego właśnie Ty?:
- Pomijając rzeczy wymienione w punkcie poniżej, powinnam dać sobie radę jako MG i jednocześnie czerpać przyjemność z prowadzenia gier (prawda znana od zarania dziejów - kreowanie świata jest przyjemniejsze od prowadzenia postaci).
- Znaki z nieba w postaci niechcianych postów.
Twoje wady i zalety: (Nikt nie jest idealny :P)
Moimi zaletami są; (standardowo) duża dyspozycyjność, brak zaników weny, nie jęczę i nie krzyczę, jestem raczej odpowiedzialna i nie zniknę bez śladu. A wady? ,,Nowość" na forum, nie jestem wyjątkiem od reguły ,,czasem każdemu wkradnie się błąd" (ale staram się takowy udawać, co wychodzi mi przyznam szczerze - średnio), przy dłuższych tekstach zdarza się wymięknąć i nie sprawdzić ich.
Kontakt (GG/Jabber, etc): gadu - 220412
Ilość prowadzonych gier: Nie przewiduję limitu, zależy jak będzie przebiegać współpraca z już przyjętymi graczami. Na pewno nie ,,przeładuję się", umiem mierzyć siły na zamiary. Orientacyjnie - 5/6.
Twoja znajomość Pokemonów: Do tej pory mistrzem nie byłam, ale szybko nadrabiam ich znajomość, którą teraz można określić jako zadowalającą. Wiedza cały czas rośnie. Nie czytałam mangi.
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:
Roan stał, potrącany przez śpieszących gdzieś ludzi, i spoglądał w niebo. Zdawało się, że tylko on dostrzega niezwykłe zjawisko wygrywające odwieczną walkę praw fizyki i nauki z niedorzecznościami i zabobonami, na rzecz tych drugich. Nieświadomy owych niezwykłości tłum ze wszystkich stron napierał coraz bardziej na wątłe ciało chłopca. Ten, nie zważając na to, zaczął przepychać się w stronę przeciwną do stadionu - celu wędrówki ich wszystkich. Jeśli masz choć trochę oleju w głowie, przyznasz mi rację. Podejmowanie takiego przedsięwzięcia nie jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza gdy ma się dwanaście lat, a twój wzrost mniej rozgarnięci określają mianem ,,kurduplowaty". Jednak wybacz to zachowanie naszemu bohaterowi - osądzasz dziecko oczarowane ożywioną bajką, snem rzeczywistym. Zresztą i tak spotkała go kara. Kara znaczenie wykraczająca poza cztery szwy założone przez lekarza i przegapienie finałowej walki swojego brata.
O, tak. Roan Floren słono zapłacił za to, co zobaczył.


Zespół przygotowawczy bez większych emocji patrzył na grupę astronautów zataczających się na boki po wyjściu z maszyny. Chwiejąc się, jakby po kilku kieliszkach za dużo, nie wyglądali na elitę, którą byli. Chyba nikt by nie wyglądał po takim przeciążeniu, to cud, że nie wypluli żołądka i tuzina innych organów wewnętrznych. Oczywiście cud zaplanowany przez Instytut Kosmonautyki, wprowadzony w życie przez doktora Derricka i jego podwładnych. Ludzie obdarzeni ich umysłami, cóż... Wiele mogło z tego wyniknąć, a niektórzy wiedzieli jak to wykorzystać, czy może zaradzić pewnym niepożądanym komplikacjom.
- Czas do nich zjeść, Kotna - powiedział nieprzyjemnym głosem wyżej wspomniany cudotwórca. Spoglądał na świat z wysokości metra pięćdziesięciu, a mimo to roztaczał wokoło siebie aurę władczości i, a jakże, wyższości.
Długonoga asystentka tylko skinęła głową i przeszła przez automatycznie otwierane drzwi. Czekała na przeniesienie do innej sekcji, może wtedy pozbędzie się koszmarów nocnych w których główną rolę odgrywa demoniczny naukowiec pozbawiający życia niewinnych ludzi.
- I uśmiechnij się. Zachowujesz się jakbyśmy posyłali ich na pewną śmierć - zachichotał z własnego żartu. Oczywiście, nie robili nic złego. Przyczyną obaw była nieprzyjemna powierzchowność i zachowanie tego starego oblecha. Wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się. Za tydzień wyjedzie gdzieś daleko. Może Wyspy Pomarańczowe? Wylegiwanie się wśród piasków plaży, szumu fal i zawodzenia Laprasów. To jest to.
Najdziwniejszą obserwacją, jaką poczyniła Ronja podczas pracy z astronautami była niezwykła zdolność do budzenia w sobie instynktu samców niezależnie od sytuacji. Żadne tortury i ćwiczenia nie mogły ich pozbawić możliwości rzucania kiepskimi żartami na temat jej długich nóg i dużego biustu. Tak samo było teraz. Właśnie wyszli z maszyny imitującej przeciążenie podczas spadania zepsutego statku do oceanu, ale nie, ten najmłodszy Roan, przełykając niedoszłe wymiociny, raczy spytać czy umówi się z nim na randkę.
Dlaczego, do licha, nie posłuchała mamy i nie została fryzjerką?

W życiu nie ma tak dobrze i doktor wiedział o tym. Czasem trzeba poświęcić kilka osób, rzucić parę słów na wiatr czy przybrać fałszywą tożsamość. Dla dobra ogółu. Dla wyższych celów. Oczywiście, prawo nie zrozumie tego. Co ci wszyscy maluczcy ludzie mogą wiedzieć o prawdziwych potrzebach wszechświata. Jest sam z brzemieniem, które na niego spadło. ,,My, wielcy. Zawsze sami i niezrozumiani" myślał wyjmując najmocniejszy trunek z drzewa na grzbiecie rzeźby Torterry. Zawsze tam leżał - na czarną godzinę. Ostatnio nadchodziła ona coraz częściej, na co wskazywała stale zmniejszająca się ilość fioletowego płynu. Po pierwszym kieliszku zapomniał, jak trząsł portkami podczas ataku zamaskowanych ninja zespołu Rocket. Nie pamiętał ich gróźb i swojej uległości. Nie pamiętał dlaczego ma zamiar zostać mordercą. Drugi pozbawił go wspomnień o żonie odchodzącej z innym mężczyzną. Trzeci obronił przed twarzami kosmonautów i ich rodzin. Czwarty sprawił, że poczuł się bojownikiem o wolność. Wreszcie czuł się kimś. Pomyślał, że po piątym zobaczy asystentkę w swoim łóżku. Już sięgał po ostatni łyk, gdy imitacja Torterry puściła do niego oko ,,jesteś gość". Wiedział o tym. Od zawsze, już od czwartego. Sztuczny pokemon uśmiechnął się. Ostatnie, co utkwiło naukowcowi w pamięci, to pryśnięcie iluzji. ,,One nie potrafią się uśmiechać". I opadł na biurko tracąc świadomość.

Szczęście Roana zniknęło niczym sen jego oprawcy kilkanaście dni temu. Został kosmonautą by znów zobaczyć legendę, ale ona nadal była nieosiągalna. Pondto szanse na jej spotkanie wynoszą tyle, co te na zrobienie czegokolwiek innego. Zero.
- Myślisz, że nas tutaj znajdą? - spytała siedząca przy jego boku kobieta również odziana w biały kombinezon krępujący ruchy.
- Już wiedzą gdzie jesteśmy, Renn. Nie mamy szans. Tylko dlaczego wysłali nas na samobójczą misję? - otoczył dziewczynę ramieniem, a niezwykły strój nie był w stanie wydrzeć temu gestowi resztek romantyczności. Trwali we własnych objęciach na kadłubie statku niczym na majowej łące, a pod nimi na obcej życie toczyło się swoim rytmem. Oboje powoli oswajali się z myślą o śmierci.
Jednak nim jego towarzyszka zdążyła odpowiedzieć usłyszeli cichy pisk oznajmiający kogoś pragnącego się z nimi połączyć. Po chwili wahania chłopak odebrał.
- Ucieczka, moi drodzy, nie ma sensu. Nie dacie też rady rozbroić systemu. Radzę spędzić ostatnie chwile życia na czymś przyjemnym. - Sygnał przerywały trzaski, najprawdopodobniej pochodził z Ziemii. Nawet nie wiedzieli kogo mogą obwiniać.
- Wiesz.. całkiem dobrze mówi - Roan przysunął się do Renn na tyle, na ile było to możliwe w ciasnym kombinezonie. Ta odepchnęła go jednak.
- Wy, mężczyźni jesteście okropni. Myślicie tylko o prokreacji.
Uśmiechnął się - To i tak lepiej niż wy. Tylko kombinujecie jak nas zatrzymać na całe życie. Choć właśnie tutaj... - zastanowił się - nie mam zbyt dużej konkurencji.
- Właśnie. A miała to być moja pierwsza, prosta misja. Wiesz dlaczego zdecydowałam się latać w kosmos? - Domyślał się odpowiedzi, jednak milczał. - Jak byłam mała dziadek często opowiadał mi o legendarnych pokemonach. O władcach nieba i ziemii sprawujących opiekę nad światem. Byłam nimi naprawdę zauroczona, ale w życiu każdego człowieka przychodzi moment w którym wyrasta się z tego. Ja nie zdążyłam. Kilkanaście lat temu na niebie pojawiło się coś, co na zawsze zmieniło mój punkt widzenia. To były dwa pokemony o ogromnej sile walczące ze sobą.
- Widziałaś je? - wyrwało się Ranowi
- Nie wiem, ,,widzieć" to nie jest odpowiednie słowo. Lepiej bym to opisała mówiąc, że wyczułam ich obecność i myśli, choć nikt wokoło mnie nikt tego nie dostrzegał. To był jeden z powodów dla których Agencja mnie wybrała. Dlatego teraz jestem tutaj - zakończenie wypowiedziała głosem załamującym się. Niewielu wytzymuje opowieść o przyczynie swojej śmierci
- Jesteś jeszcze bliżej prawdy niż myślisz. Wszyscy jesteśmy tu z tego samego powodu. Przeprowadzali eksperyment, nielegalny. Musieli pozbyć się świadków. Pozostali członkowie załogi też nie byli standardowymi astronautami.- chłopak powoli tonął w gonitwie własnych myśli - Jak myślisz, dlaczego ograniczali nasze kontakty aż do orbitowania? Musieli się pozbyć osób mogących im zagrażać
- Są przecież prostsze sposoby pozbycia się grupki ludzi. I założę się, że nie tylko my spojrzeliśmy tamtego dnia w niebo.
- Jasne, ale tylko nas opętała chęć odkrycia prawdy. A co twojego pierwszego spostrzeżenia - i nagle cały myślotok Roana okazał się nie mieć sensu. Kto wydawałby tyle pieniędzy... to nie ma sensu. - Masz rację. Zginiemy na skutek wypadku. Czujesz się z tym lepiej?
- Nie, ale mogę ci coś pokazać, jeśli tylko wrócisz ze mną do luku zanim nas spali podczas wchodzenia podczas wchodzenia w atmosferę ziemską.
Niedługo potem Renn udowodniła, że jej towarzysz nigdzie nie ma zbyt dużej konkurencji. Nie przeszkadzał im nawet metal rozgrzany promieniami słonecznymi.

- Ucieczka, moi drodzy, nie ma sensu. Nie dacie też rady rozbroić systemu. Radzę spędzić ostatnie chwile życia na czymś przyjemnym - Człowiek, którego twarz kryła się w cieniu odłożył intercom. Może sądzili, że ich śmierć nie ma sensu, ale on znał prawdę. Legenda już krążyła wokół dwójki swoich ostatnich wyznawców. Niedługo znów zapanuje nad jej mocą, a świat wreszcie legnie u jego stóp. Wszystko zakończy się dzięki jego jednemu poleceniu, a dziesiątki ludzi przystąpią do operacji.

C.D.N.N.

Wasza gra:
Wybierając spośród szerokiego wachlarza gier do których zdążyłam się zapisać wybrałam:
Grę u Taiki!


--------------------
user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post Apr 8 2010, 05:40 PM
Post #154

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Dobra, dziś będzie krótko i miło: Rikuś i Inanna się postarali i przechodzą na staż.
I tak:
- Riki, z tymi swoimi wadami masz walczyć, bo się pogniewamy (wciąż przecież pamiętamy jak sobie olałeś PBF'y).
- Ina
QUOTE
nie zniknę bez śladu

Mam nadzieję, bo nam wystarczy już MG, którzy po dobrym początku, nagle znikają _^_

Zamykamy.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Frytek
5. Sprzątacz Gymu
post Apr 30 2010, 02:36 PM
Post #155

Mój Kałuż kochany! Zrobił mi afka! <3
Grupa: Użytkownicy
Postów: 535
Jabber ID: GG: 10460663
Płeć: Mężczyzna



Taaaak! Znamy zasady, prawda? Jedno miejsce się zwolniło, więc otwieramy nabór.


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Aqua
3. Pomocnik Trenera
post Apr 30 2010, 09:14 PM
Post #156

(...) Mów mi Kałuż (...)
Grupa: MG
Postów: 288
Jabber ID: GG: 11093595
Płeć: Mężczyzna



Skoro teraz będę miał aż za dużo czasu na wszystko to czemu by nie spróbować...

Nick: Aqua
Doświadczenie: Niemałe. Dwukrotnie objąłem funkcję tutaj. Poza tym wiele różnych PBFów Pokemon, Naruto i pojedyncze sesje w realiach powojennych, które się szybko posypały.
Dlaczego właśnie Ty?: Jak już wspomniałem byłem już tutaj MG i nikt się raczej nie skarżył, co więcej wszelkie ubytki starałem się jak najszybciej poprawić. Przyczyną mojego jesiennego odejścia były problemy z komputerem, które jak widać się już zakończyły, trudna sytuacja osobista, z którą się już pogodziłem, a o której nie mam zamiaru nikomu opowiadać oraz brak czasu, spowodowany przewrażliwionymi na punkcjie testów gimnazjalnych nauczycieli, którzy cisnęli jak mogli wlepiając nam po 3-4 sprawdziany dziennie. Testy już napisałem, poszły mi dobrze (również zadania o radioaktywnych biedronkach) więc czasu mam więcej, ba! Nawet tyle, że starczy zarówno na prowadzenie dexa, jak i czynną pracę w PBFie.
Twoje wady i zalety:
Hmm... Nie zwykłem opisywać siebie i uważam to za nieskromne, ale przytoczę, używając jednakowoż mowy zależnej, opinie, z którymi się spotkałem. Nikt nie zarzucił mi nigdy zastraszająco niskiego poziomu ani stronniczości, bo rzeczywiście staram się nie patrzeć na żadnego z moich graczy przychylnym okiem, co nie oznacza, że kocham ich gnębić. Staram się opisywać jak najciekawiej wątki, a w walce dawać pole do popisu poprzez zwrócenie uwagi gracza na elementy świata przedstawionego, które może jakoś sensownie wykorzystać.
Jeżeli chodzi o wady... No cóż, potrafię skomplikować postaci każdego gracza życie poprzez rozwijanie wątków, które teoretycznie powinny zająć nie więcej niż stronę. Niektórzy mogą to uznać za zaletę, ale prowadzi to do niezdrowego przedłużenia gry i odkładanie wątków potrzebnych do zrealizowania celu postaci zawartego w podaniu.
Kontakt: Oboje macie moje gg, które można także zlokalizować w miejscu Jabbera, ale żeby nikt się nie przyczepił to podam je także tutaj. Uwaga! 11093595.
Ilość prowadzonych gier: Jak już Niklasowi, chociaż Frytkowi chyba też, wspominałem na gadu zamierzam przyjąć mniej gier niż ostatnim razem, by każdej z nich poświęcić więcej czasu, każdy odpis dopieścić do granic moich możliwości. Jeżeli mam to wyrazić w liczbach to około 3 w realiach pokemon i 2 opisujące inny świat przedstawiony.
Twoja znajomość Pokemonów: Duża, by nie rzec ogromna. Grałem w każdym z regionów po kilka razy i za każdym razem łapałem inne pokemony, by możliwie dużo z nich poznać jak najlepiej. Nigdy bym się nie spodziewał, że tak polubię Sharpedo i jego siłę.
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

Ciężkie stąpnięcie biegnącej postaci rozchlapało kałużę. Wokół było ciemno, tylko samotna latarnia rzucała jasne, przerywane światło wytworzone przez przepalającą się żarówkę. Istota skręciła w jakiś zaułek licząc, że pogoń jej nie zauważy. Myliła się. Umundurowani mężczyźni ruszyli za nią jeszcze szybciej. Zbiegła z chodnika rozpluskując wodę nagromadzoną w rynsztoku. W tej uliczce było już zupełnie ciemno, więc uderzyła tułowiem w zaparkowany samochód, ale chęć przetrwania pozwoliła jej biec dalej. Wtem usłyszała strzały i głośne pokrzyki, których treść była niezrozumiała przez ciężkie sapanie funkcjonariusza. Nie ustawała, nie chciała się zatrzymać i nie zrobiłaby tego, gdyby nie upadek. Mundurowi zaczęli okładać policyjnymi pałkami uciekającą osobę. Zemdlała...

Obudziła się już w więzieniu. Osoba trzecia dopiero teraz mogła zauważyć, że była to dziewczyna. Jej postura wskazywała na nie więcej jak piętnaście lat, ale twarz miała tak głęboko zarysowane rysy, że nie chciało się wierzyć w tak młody jej wiek. Usiadła opierając się o ścianę, a łzy mimowolnie popłynęły jej z oczu i spływając powoli po policzku uraczyły usta swym słonym posmakiem. Sprawdziła swoje kieszenie i nie znalazła w nich niczego prócz jej grawerowanego scyzoryka, był dla niej ważny, ale nie aż tak, jak jej kochany Honchkrow. Panicznie zaczęła szukać jego pokeballa, myślała, że mógł jej gdzieś wypaść, ale w celi nie było zupełnie niczego.
Wystawiła nos przez kraty, w oddali zobaczyła biało-czerwoną kulkę na biurku gliny, który miał pilnować by żaden z więzniów nie zapragnął wyjść na zewnątrz.
- Przepraszam, mogę na chwilę pana prosić? - zawołała, chociaż przez myśl zamiast grzecznego określenia przechodziło jej raczej słowo "cieć".
- Czego? - rzucił policjant, nie zdejmując nawet nóg z biurka.
- Dostałam okresu, może znajdzie się dla mnie jakaś podpaska? - zapytała nie siląc się nawet na wrażenie zawstydzenia. Zaintrygowany mężczyzna sięgnął do szafki w którym władze więzienia składowali środki potrzebne do utrzymania pozornego zdrowia więzniów. Wyciągnął paczkę tamponów i podszedł do zakratowanego pomieszczenia, w którym przebywała dziewczyna.
- Masz, to przecież byłoby okropne, gdyby taka suka jak ty się wykrwawiła... - silił się na sarkazm. Przestał kiedy poczuł zimną stal scyzoryka wbitą prosto w jego serce. To nie było jej pierwsze zabójstwo, więc dokładnie wiedziała gdzie uderzyć by nawet tak zwanym kozikiem pozbyć się kogoś bezszelestnie. Chwyciła umierającego mężczyznę, wyjęła mu z kieszeni pęk kluczy i pistolet. Próbował krzyczeć, aby zawiadomić resztę gliniarzy, więc już i tak zakrwawionym nożykiem poderżnęła mu gardło. Wolała użyć go niż broni, by nie narobić zbędnego hałasu. Pierwszym od brzegu kluczem otworzyła celę i powolnym krokiem wyszła z niej.
- Zobaczymy, kto teraz się wykrwawi, suko - powiedziała prosto w gasnące oczy swojej najświeższej ofierze.

Nie tracąc czasu podbiegła do biurka i chwyciła pokeballa, potem wypuściła pokemona i bez zbędnych okazów czułości wybiła jedyną szybę, za którą nie znajdowały się kraty. W tym celu nie użyła już żadnego narzędzia, a swojej własnej nogi. Honchkrow wyfrunął na zewnątrz. Czarne skrzydła lekko powiewały na wietrze, znajdował się teraz na wysokości około 40 metrów. Dziewczyna wyskoczyła przez okno i złapała szpony ptaka lewą ręką. Cały czas zniżając lot wrona pozwoliła dziewczynie zabić jeszcze kilku funkcjonariuszy za pomocą pistoletu. Zdała sobie sprawę, że już zawsze będzie uciekać, to znaczy, do póki jej wkońcu ktoś nie dopadnie.


Wasza gra:
Aktualnie brak, miałem jedną u VincuSa, słabo rozwiniętą. Przez te kochane testy o radioaktywnych biedronkach nie mogłem jej poświęcić wystarczająco czasu, dobrze, że już je napisałem...

Ten post byl edytowany przez Aqua May 1 2010, 10:06 AM
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post May 2 2010, 05:33 PM
Post #157

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Kałuż
Co my tutaj mamy... Historię jakieś dziewczyny, która z pewnych zabójczych powodów ma przechlapane. Ale cały czas działała sprawnie i nawet uwięzienie jej nie powstrzymało... Do tego też wykorzystała... swoją płeć, by zwabić strażnika. Fajnie. Jedna rzecz na plus, więc idziemy dalej...
Błędy oczywiście są. Z takich, które zauważyłem to:
  • brak przecinków w niektórych miejscach, w których powinny być.
  • przecinki tam, gdzie powinna być kropka i co za tym idzie - tworzenie przesadnie długich zdań. Przykład:
    QUOTE
    Sprawdziła swoje kieszenie i nie znalazła w nich niczego prócz jej grawerowanego scyzoryka, był dla niej ważny, ale nie aż tak, jak jej kochany Honchkrow.

    Dużo lepiej wyglądałoby to po rozbiciu na dwa zdania. Pojawia się to w kilku innych zdaniach, ale je już chyba sam odnajdziesz.

  • Akapity. Miejscami ich brakuje. Przykład:
    QUOTE
    Przestał kiedy poczuł zimną stal scyzoryka wbitą prosto w jego serce. To nie było jej pierwsze zabójstwo, więc dokładnie wiedziała gdzie uderzyć by nawet tak zwanym kozikiem pozbyć się kogoś bezszelestnie.

    Dodatkowo tutaj brakuje mi dłuższego opisu. Obecnie to wygląda nieco tak, jakby mężczyzna oberwał w serce... i nagle ktoś go "spauzował" smile.gif

  • Liczebniki. Piszemy słownie, a nie cyframi. Jeszcze to przeboleję przy takich wartościach jak... powiedzmy 1000 milionów, ale nie przy tak małych wartościach jak "czterdziestka".

  • Powtórzenia. Nikt ich nie lubi, prawda? Ty z pewnością też:
    QUOTE
    Zaintrygowany mężczyzna sięgnął do szafki w którym władze więzienia składowali środki potrzebne do utrzymania pozornego zdrowia więzniów. Wyciągnął paczkę tamponów i podszedł do zakratowanego pomieszczenia, w którym przebywała dziewczyna.
Dobra, dalej już mi się nie chce szukać. Kto wie, co bym jeszcze znalazł?
Cóż, mogę Ci powiedzieć, że masz szczęście. Bo jakbyś był nowicjuszem w te klocki to bym Cię od razu odrzucił. Jednak wiem, że jako MG potrafisz działać sprawnie i w ogóle. Poza tym odejście dwóch naszych cennych Mistrzów też nieco wpłynęło na moją ocenę...
Więc tak: MASZ przeczytać wszystkie uwagi i się do nich dostosować. Zwłaszcza w kwestii powtórzeń. Budowę zdań, myślę, poprawisz, kiedy już się "dossasz" do naszego korytka.

Przyjęty.



Doszedłem do wniosku, że na chwilę obecną nie potrzebujemy więcej MG, dlatego zamykam zapisy.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post May 25 2010, 05:17 PM
Post #158

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Jedno miejsce jest wolne.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
shonen_jump
7. Pomocnik Gymleadera
post May 25 2010, 11:33 PM
Post #159

No doubt
Grupa: Użytkownicy
Postów: 1568
Płeć: Mężczyzna



Nick: shonen_jump
Doświadczenie: Spore. Byłem MG na kilku mniejszych forach, głównie poświęconych tematyce związanej z Pokemonami, ale także z innymi seriami M&A, tak jak Naruto, czy przez pewien czas nawet realizowałem niszowy projekt PBF`u opartego o świat Rozen Maiden. Byłem także MG na obecnym forum, jednak moja praca trwała zaledwie 2 dni, którą musiałem zawiesić z pobudek osobistych.
Dlaczego właśnie Ty: Podczas mojego wcześniejszego pobytu na forum należałem do najbardziej aktywnych graczy PBF na całym forum. Moja gra była najbardziej rozbudowana, co było spowodowane znakomitą współpracą mojej osoby, jak i osób występujących w roli MG. Moja gra trwała blisko trzy miesiące. Mimo tak krótkiego, acz intensywnego okresu potrzebowałem mimo wszystko czasu na to, by ogarnąć mechanikę i sposób działania gier. Obserwowałem lepszych i bardziej doświadczonych ode mnie graczy i ich MG, dzięki czemu zdobyłem doświadczenie, które zaprocentowało objęciem posady. Owa praca trwała krótko, lecz znakomicie prosperowała. Starałem się dobierać inteligentnych graczy, którzy szanują swój oraz mój czas. Teraz chciałbym znów spróbować swoich sił w tej, bądź co bądź, zabawie, która jednak wiąże się bezpośrednio ze stworzeniem i koniecznością przyjęcia na swoje barki obowiązków. Dokładnie przemyślana sprawa wyklucza ewentualne"zniknięcie", uzasadniane nędznymi frazesami: "bo nie mam na to ochoty", czy "nie mam już do tego weny".
Twoje zalety i wady: Jak to jednostka ludzka ma już w swoim zwyczaju, zawsze, ale to zawsze najtrudniej opisać, czy też poddać ocenie swoją personę. Zacznę od wymieniania zalet, które niewątpliwie posiadam. Przede wszystkim jest to szeroki zasób słownictwa, co jednak mimo wszystko przeradza się w wadę, bowiem staram się za wszelką cenę unikać powtórzeń czy błędów stylistycznych. Nie posiadam także manii przesadnego stawiana przecinków, czy wręcz odwrotnie - zubażania tekstu poprzez ich eliminację. Jest to kwestia dosyć sporna, ponieważ człowiek spotyka się dzisiaj z różnego rodzaju literaturą i jest podatny na różne czynniki kształtujące jego subiektywne poglądy. Tak też bywa w przypadku konstrukcji zdań, czy stosowaniu znaków interpunkcyjnych. Do argumentów przeważających za moją kandydaturą jest także wspomniana wyżej znakomita częstotliwość odpisywania. Jednakże na początku chciałbym zaznaczyć, iż chce najpierw, nim znów się "rozpędzę", mam zamiar przyjąć niewielką liczbę graczy. Wynika to z tego, że jeżeli już się w coś angażuję, to robię to na maksa, co z kolei wiąże się z niezbyt przyjaznymi cechami, którą jest rozgoryczenie i złość w wyniku upadku danego projektu czy czegoś w tym stylu. Jeśli szybko załapię o co chodzi, potrafię się temu oddać bez reszty i wykonywać to na najwyższym poziomie. Jestem inteligentny, dowcipny, interesujący jako człowiek, choć także jako osoba niebrzydka i dysponująca sporym wdziękiem(bo nie wiedziałem, czy opisywać swój wygląd zewnętrzny :<). Na plus mogę również zaliczyć to, że nie posiadam konta na naszej klasie. Dla mnie, mimo namów, jest to sukces. Do wad natomiast warto zaliczyć, czy raczej lepiej będzie tutaj pasowało słowo ostrzec, szybkie popadanie w zdenerwowanie(ale z powodów uzasadnionych i dobrze uargumentowanych) i wysokie wymagania. Tak, bywa to także wadą, ponieważ czasem potrafię przesadzić, przez co niechcący mogę kogoś zranić. Wadą także są popełniane przeze mnie literówki. Wynika to z zakupionej przeze mnie niedawno nowej klawiatury, która jest nieco inna od pozostałych. Jednakże sądzę, iż wspólnymi siłami razem z przeglądarką google chrome postaram się z tym problemem uporać.
Kontakt: nr GG:4843699
Ilość prowadzonych gier: Tak jak już wyżej wymieniłem, chciałbym na początku spróbować z kilkoma, góra pięcioma grami. Jeżeli wszystko zgodnie z moim planem, powinienem, w przypadku otrzymania promocji, w ciągu najbliższych tygodni, poszerzyć liczbę graczy od dwóch do czterech.
Twoja znajomość Pokemonów: Ze stworkami mam do czynienia od małego dziecka, kiedy to zacząłem się nimi interesować i zbierać ich podobizny we wszelkie tylko możliwe sposoby. Na bieżąco śledziłem serie Pokemon, które trafiły na polską antenę. Z czasem zacząłem także interesować się grami. Pierwsze trzy regiony znam perfekcyjnie. Co do regionu Sinnoh, znam go dobrze. Przeszedłem grę kilka razy, decydując się na łapanie jak największej liczby pokemonów w każdej próbie. Stworki z tej generacji znam natomiast bardzo dobrze, podobnie jak ich TM`y i zdolności.
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:
Kula przebiła czaszkę i utkwiła w grubej betonowej ścianie. Spazmatyczny krzyk towarzyszący ostatniemu oddechowi z pewnością usłyszeli inni, o ile był jeszcze ktoś, kto przeżył. Pokryte brudem i pyłem ciało osunęło się na ziemię lądują w kałuży krwi. Puste źrenice wciąż spoglądały w otchłań lufy pistoletu.
Dominik szybkim ruchem schował broń i przeskakując przez barierkę wylądował na placu centralnym. Rozejrzał się w celu znalezienia dogodnego miejsca do obserwacji. Jeszcze trzy minuty, pomyślał niespokojnie. Zostało mi niewiele czasu.
Bieg z ciężką obrożą na szyi wyładowaną C4 nie należał do prostych, co znacznie utrudniało poruszanie się w gruzach dawnego blokowiska. Wokół leżały ciała. Dużo ciał. Zdążył się jednak nie tyle przyzwyczaić do tego widoku, co nie zwracać na niego uwagi. Chciał przetrwać, by móc zemścić się na tych, którzy wydali na niego wyrok. Luźne wspomnienia zaczęły układać się w logiczną, spójną całość…
Siarczysty mróz dawał się ostro we znaki. Z trudem naciskał niedokrwionymi od zimna palcami metalowy spust. Nie mógł przypomnieć sobie ile jeszcze naboi pozostało mu w magazynku.
Na pewno niewiele.
Ważne, aby wystarczyło na przeżycie.
Nagle usłyszał niespodziewany świst nadlatujących kul. Instynktownie padł na ziemię i zdążył skryć się za jednym z murków. Wróg nie poprzestawał, oddając kolejną, śmiercionośną serię pocisków.
Dominik dobrze wiedział, że na chwilę obecną nie jest w stanie niczego więcej zrobić. Czekał, panując nad swym strachem, ale nie chciał zdać się na wątpliwą łaskę napastnika. Tuż obok niego leżał martwy mężczyzna.
Zabójca zbiegał po schodach. Wymienił pusty magazynek. Cholera, mam coraz mniej czasu.
Niebywałe są instynkty, które rodzą się w człowieku wystawionym na próbę. Walczy, aby wydostać się z każdego impasu.
Facet w wojskowych spodniach zbliżał się powolnym krokiem do muru. Broń miał przygotowaną tak, by oddać strzał w każdej chwili. Rozweselił się. Ujrzał plecy siedzącego człowieka, obok którego leżał pistolet. Cóż, śmierć zadana ciosem w plecy przeciwnika nie należy do najbardziej chwalebnych, lecz to nie czas, by zastanawiać się tutaj nad etyką. Zwłaszcza, że w śmierci nie ma nic etycznego. Dwa celnie oddane strzały powaliły wroga na ziemię. Poczuł ulgę i rzucił okiem, czy dioda na obroży nie zmieniła koloru.
Zagapił się. Uderzenie metalową rurką pozbawiło go szans na obronę. Biedna rzepka. Po chwili otrzymał kolejny cios, tym razem w klatkę piersiową. Kleista ciepła ciecz zalała jego palce, które przyłożył do rany. Z ust także ciekła mu krew. Z trudem chwytał powietrze. Chciał nacisnąć przycisk, który powodował wybuch obroży, lecz nie zdążył. Dominik złamał mu rękę.
- Kładź się! – rozkazał mu i przyłożył rurę do jego czoła.
Posłusznie wykonał polecenie.
- Otwórz usta.
Otworzył.
W oczach żołnierza pojawiła się słona wilgoć błagająca o litość. Wiedział, że to koniec. Rozwartą szczęką ugryzł kawałek wystającego betonu. Poczuł jak z impetem nastąpił mu na tylnią część czaszki.
Powieki nawet nie zareagowały. Łzy napłynęły Dominikowi pod wpływem zimna. Mróz osiadł także na szybce zegarka. Otarł ją opuszkiem palca.
- Kilka sekund, jeszcze tylko kilka sekund – mruknął do siebie nie odrywając wzroku. –Trzy, dwa, jeden… - Wybiła dwudziesta druga.
Do jego uszu zaczęło dobiegać dziwne pikanie, które z każdą chwilą stawało się coraz szybsze i głośniejsze. Przełknął głośno ślinę.
Więc nie tylko ja przeżyłem, przeszło mu przez myśl. Zamknął oczy.
- Ojcze nasz, któryś jest… - Obroża wokół szyi eksplodowała rozrzucając poszczególne organy w promieniu kilku metrów.
Kamera zrobiła zbliżenie.
- Trzeba przyznać, że dzisiaj było na co popatrzeć – wysapał starszy mężczyzna. Napełnił kieliszek winem do pełna.
- Niezły był – mruknął drugi z wyraźnym podnieceniem w głosie.
- Jebany szubrawiec. Prokurator psia jego mać! –warknął kolejny. Siedział w rogu pokoju i wściekłym wzrokiem wpatrywał się w ogromny ekran telewizora. Ogarnęła go frustracja.
- Przyjacielu, nie musisz się tak złościć. – Pierwszy podniósł rękę w uspakajającym geście, nawet nie odwracając się w jego stronę.
Siedzący na uboczu facet mruknął coś niezrozumiale i sięgnął po skórzany portfel.
- Ile to będzie dolar na trzech? – zapytał uśmiechnięty następny głos i przejął banknot już od spokojniejszego mężczyzny.
W Sali rozległ się szczery śmiech rozbawionych starszych panów.
- Charlie, prokuratorzy już zawsze tak mają, że jak coś złapią, to nie odpuszczą. Szczególnie, jeżeli jest to ich własne życie.
Rozmówca nie silił się już na odpowiedź.
-To co panowie, może małą partyjkę teraz? – zagadnął następny.
Czterech uśmiechniętych dżentelmenów opuściło salę, którą rozświetlał czerwony blask krwi bijący z ekranu odbiornika.


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Niklas
35. Żywa Legenda Pokemon
post May 28 2010, 08:15 PM
Post #160

Chillsheep
Grupa: Operator
Postów: 4295
Płeć: Mężczyzna



Ta, i znowu ja muszę... Damn it... Ale dobrze, że napisałeś to podanie. Przy okazji mi uświadomiłeś, że powinienem wy... walić jedną rzecz z podania, która nie jest zbytnio istnotna obecnie...

Shonen
Te Twoje Wady i zalety... Człowieku, Ty to nie masz dla mnie litości _^_ Ja to, kurde, musiałem przeczytać :P

QUOTE
Byłem także MG na obecnym forum, jednak moja praca trwała zaledwie 2 dni, którą musiałem zawiesić z pobudek osobistych.


Tia, sprawa znana. Obyś nam wytrwał w dobrym zdrowiu...

QUOTE
Na plus mogę również zaliczyć to, że nie posiadam konta na naszej klasie. Dla mnie, mimo namów, jest to sukces.


Ok, ale jaki to ma przełożenie na PBF'y, co? :>
To tak odpowiadając na pytanie o wyglądzie _^_

QUOTE
Wymienił pusty magazynek. Cholera, mam coraz mniej czasu.


To mi jakoś nijak nie pasuje. Bardziej by mi to leżało jako myśl bohatera, bo tak troszeczkę "od czapy" zmieniłeś osobę z trzeciej na pierwszą :P

QUOTE
W Sali rozległ się


Znany wordowski błąd. Lepiej sprawdzaj też swoje historie od czasu do czasu, bo przypadkiem wypuścisz takie "kfiatki".

Co ja mogę powiedzieć. Znam Cię, wiem jak piszesz, historia wygląda odpowiednio dobrze, więc... przyjęty.

Dziękuję, dobranoc.


--------------------
user posted image user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

10 Stron « < 6 7 8 9 10 >
Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:
 

Wersja Lo-Fi Aktualny czas: 3rd September 2010 - 07:39 AM
Linki: jmusic, Deesowiec INFO